Ernest Staniaszek z Piotrkowa w telewizyjnym show "The Voice of Poland"

Ernest Staniaszek z Piotrkowa robi furorę w programie "The Voice of Poland".

Czterdzieści sekund wystarczyło, żeby poderwać publiczność. Czterdzieści siedem, żeby Marek Piekarczyk zdecydowanie pokazał swoje poparcie, pięćdziesiąt sześć sekund - żeby to samo entuzjastycznie zrobili muzycy zespołu Afromental. "Zdobycie" Marii Sadowskiej zabrało kolejne kilkanaście sekund, zasłuchana Edyta Górniak odwróciła się po minucie i osiemnastu sekundach. W połowie prawie czterominutowego szlagieru Roda Stewarda, śpiewanego w ramach przesłuchania w ciemno, wszyscy trenerzy "The Voice of Poland 3" śpiewali z Ernestem Staniaszkiem. Śpiewali bezprecedensowo, bo zeszli ze swoich foteli i dołączyli do 24-latka na scenie dla uczestników.

- Przekazali mi tyle energii od siebie, to było niesamowite - mówi dziś Ernest Staniaszek, sam porwany spontaniczną reakcją oceniających jego występ.

Po kilku dniach od emisji odcinka z udziałem piotrko-wianina, jego wykonanie "Have I Told You Lately" na You Tube odtworzono ponad 104 tys. razy.

Komentarze i oceny internautów nie pozostawiają złudzeń, że piotrkowianin podbił ich serca. ,,Zdecydowanie nadaje się na finał", "nareszcie "jakiś powód" aby oglądać Voice of Poland", "as tej edycji", "Coś czuję, że Marek wygra z Ernestem ten program" - to tylko kilka z nich.

Ernest ze wszystkich się cieszy, choć jak przyznaje, jego życie po telewizyjnym debiucie zmieniło się o tyle, że jego facebookowy profil stał się wręcz oblegany. - Dla mnie w założeniu celem było przejście pierwszego etapu, cała reszta to jeden wielki bonus - mówi.
∨ Czytaj dalej



Do udziału w "The Voice of Poland" namówiła go, jeżeli nie "wypchnęła", jego dziewczyna, Ania. Swoje, jak dodaje, zrobiła dekada doświadczenia zebranego na scenach z Amnezją i pozostałymi zespołami, w których śpiewa oraz wiek.

- Mam 24 lata i to moja dojrzała decyzja - podkreśla i cieszy się z zestawu trenerów "swojej" edycji. - Każdy z artystów prezentuje inny styl - mówi, ale i nie ukrywa, że najbardziej zależało mu na pozytywnej ocenie Marka Piekarczyka.
TSA, obok Dżemu, to najważniejszy dla Ernesta zespół, choć lista jest długa. Są na niej m.in. SDM, Cree, Złe Psy, Brekout, Deep Purple, The Doors, Perfect, Seven B, Ozzy, Pearl Jam, Eric Clapton czy harmonijkarze Sławek Wierzcholski i Madcat.

Śpiewał od podstawówki, ale dopiero jako gimnazjalista w 2003 roku poczuł siłę rażenia swojego głosu. Tym momentem, jak sam mówi, motorem napędowym, był udział w festiwalu "Eurojedynka".

- To był pierwszy występ i od razu zwycięstwo - wspomina. A wcale nie chciał wziąć w nim udziału. Wygrał upór nauczycielki, która jako pierwsza namówiła Ernesta do śpiewania, a przed udziałem w festiwalu zaprosiła na rozmowę jego tatę. - Śpiewałem wtedy "Son of the blue sky" Wilków - Ernest szuka w zakamarkach pamięci.

Potem był szereg festiwali i coraz częstsze występy. Repertuar był podobny, bo wymuszały go dostępne podkłady. Jak wspomina Ernest, największym powodzeniem cieszyła się płyta z muzyką z ówczesnej edycji "Idola", podkłady do utworów śpiewanych przez finalistów.

- Wszyscy "ciorali" tę płytę - śmieje się. Wtedy już świadomie sięgał po Dżem i bluesowo-rockowe klimaty.
Od początku Ernestowi patronował Tomasz Balcerek. To pod skrzydłami choreografa i szyldem zespołu Bik Kayk zdobywał pierwsze sceniczne szlify.

- Dwa lata tańczył w zespole, mam dvd, na którym Ernest śpiewa "Wehikuł czasu", a tancerka tańczy wokół niego - wspomina Tomasz Balcerek.

Fanem talentu Ernesta jest Marcin Cecotka, dziennikarz radia Strefa FM. Młodego muzyka poznał jako zwycięzcę "Eurojedynki". - Poprosiłem Ernesta, żeby zaśpiewał na antenie. To był chyba "Sen o Victorii" - mówi Marcin Cecotka. Choć tytułu nie jest dziś pewien, to pamięta emocje, jakie wywołał głos wtedy 14-latka. Od tamtego czasu Ernest m.in. z Amnezją kilkakrotnie występował w klubie Insomnia, którego dziennikarz jest współwłaścicielem. Śpiewał w koncercie poświęconym Dżemowi i Tadeuszowi Nalepie.

- Wszystkich przyćmił... - mówi Cecotka.


Ernest Staniaszek


Ernest Staniaszek jest piotrkowianinem, absolwentem SP nr 15 i Gimnazjum nr 2. Jako uczeń II LO w Piotrkowie należał do szkolnego chóru. W 2003 r. wygrał pierwszą edycję Festiwalu Piosenki Europejskiej ,,Euro-jedynka". Zaśpiewał także podczas tegorocznej, jubileuszowej edycji festiwalu. W 2008 r. zdobył I nagrodę na V Wojewódzkim Festiwalu "Kolęda Pieśnią Zgody", a w 2010 został najlepszym wokalistą na Ogólnopolskim Festiwalu Blues nad Bobrem. W 2003 r. powstał zespół Amnezja, którego Ernest jest wokalistą. We wtorek grupa, która koncertuje w całej Polsce, weszła do studia nagraniowego. Pierwsza płyta ma być gotowa na przełomie roku. Ernest także śpiewa, gra na harmonijce oraz pisze słowa i muzykę w zespołach Eleanor Krieger i Ultima.

Komentarze (9)

avatar
avatar
chello (gość)

Ernest, jesteś zwierzęciem estrady,tylko w portkach. Nie spieprz tego-proszę.Niech" sodówa" nie zniszczy tego co masz.Możesz być jednym z największych.

avatar
Do avast i dzimi (gość)

Jesteście chyba typu PIO (nie mieszajcie z polityką, ale brak mi konkretnego słowa na tle ostatnich wydarzeń). To nasz "Piotrkowianin". Życzę mu wszystkiego najlepszego. Panie Erneście oby jak najwięcej sukcesów. Słuchałem Pana wiele razy. Sukces osiąga się pracując pod kilkoma mistrzami, a nie jednym. To rozumiem! Ale nie rozumiem dlaczego w artykule od razu wypromowano biznes prywatnych innych ludzi kosztem Pana Ernesta. Zapłacicie mu przynajmniej pieniądze, a obiecanki cacanki! Ernest zapewne potrzebuję na drobne wydatki. Promocja to nie wszystko, a za coś trzeba dojechać, choćby do tej Warszawy!

Wybierz kategorię