Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

W pierwszej lidze odbyła się już dziesiąta kolejka, a jeszcze żadnej drużynie gości nie udało się zdobyć bramki w Gorzowie. Kolejnym zespołem, który nie potrafił dokonać tej sztuki był Widzew. Marnym pocieszeniem jest fakt, że w przeciwieństwie do np. Górnika Zabrze czy Pogoni Szczecin, łodzianie wracają z punktem.

Wobec kontuzji Wojciecha Szymanka oraz Brazylijczyka Dudu, którzy pozostali w Łodzi, widzewska defensywa zaczęła mecz z debiutantem Danielem Bożkowem na prawej stronie. Bułgar rozegrał dotąd w łódzkim zespole tylko połowę meczu pucharowego w Jastrzębiu. Był nieco stremowany, ale nie popełnił poważniejszych błędów. W końcówce na środek łódzkiej obrony wszedł Sebastian Madera, dla którego był to pierwszy występ w Widzewie po powrocie z wypożyczenia do klubu z Turku. Ten piłkarz nie jest debiutantem, bo grał już w pierwszoligowym Widzewie jako reprezentacyjny junior za czasów trenera Stefana Majewskiego, ale groźna kontuzja przerwała mu karierę na wiele miesięcy. W sytuacji przymusowych rotacji w formacji obronnej szósty mecz Widzewa w tym sezonie bez straty gola może cieszyć.

Jednak są też powody do niepokoju. W obliczu wyjazdu w następnej kolejce do Bielska na mecz z odzyskującym formę Podbeskidziem Widzew stracił dwóch środkowych obrońców. Jarosław Bieniuk i Ugo Ukah zostali ukarani czwartymi żółtymi kartkami. Bieniuk ujrzał kartonik za rzekomy faul na Adamie Czerkasie już w 19. minucie, gdyż biegnąc za łódzkim obrońcą napastnik gospodarzy sprytnie symulował uderzenie w twarz ręką. W końcówce spotkania Ukah złapał piłkę ręką będąc przekonany, że był faulowany i warszawski arbiter pokazał mu żółtą kartkę. Paweł Janas staje przed decyzją zastąpienia doświadczonego duetu stoperów. Wiele wskazuje na to, że w Bielsku zagrają Madera z Łukaszem Juszkiewiczem, który po wyleczeniu kontuzji jeszcze w tym sezonie nie grał meczu w I lidze.

W Gorzowie znacznie więcej dogodnych sytuacji bramkowych wypracowali łodzianie. Maciej Mielcarz miał znacznie mniej pracy niż bramkarz gospodarzy. Goście mogli, a nawet powinni prowadzić, już w siódmej minucie. Po pierwszym rogu jedyny błąd w całym spotkaniu popełnił bramkarz Sławomir Janicki. W zamieszaniu na przedpolu GKP z bliska strzelił Piotr Grzelczak. Piłkę wybił z linii bramkowej Paweł Wojciechowski, który nie tak dawno był bliski przejścia do Widzewa z Cracovii.

W 26 minucie Marcin Robak świetnie uwolnił się spod opieki obrońcy. W sytuacji sam na sam z wybiegającym bramkarzem strzelił, ale Janicki zdołał nogą wybić piłkę na róg. Po dośrodkowaniu z kornera główkował z najbliższej odległości Mindaugas Panka, lecz piłka minęła słupek. Z upływem minut dynamika ataków gości słabła. Najgroźniejsze były odważne akcje Piotra Grzelczaka, który jeszcze w doliczonym czasie gry pierwszej połowy wywalczył korner.

Na początku drugiej części gry Robak strzelił tuż nad poprzeczką z wolnego. Później gra się wyrównała i zaostrzyła. Łukasz Grzeszczyk zagrał słabiej niż w poprzednich dwóch spotkaniach. Adrian Budka był aktywny, ale jego podania i dośrodkowania ze stałych fragmentach gry stawały się łupem gorzowian. Zastępujący go Piotr Kuklis, pauzujący w dwóch meczach z powodu przeziębienia, grał też nerwowo, choć podawał i strzelał celniej.

Ostatnią okazję do zmiany rezultatu zmarnowali widzewiacy w 84 min. Strzał Grzeszczyka zablokował Wojciechowski. Po rogu Kuklisa z prawej z bliska główkował Robak, ale piłka minęła minimalnie słupek. W poprzednim sezonie najskuteczniejszy zawodnik Widzewa w dwumeczu z gorzowianami zdobył trzy gole. Tym razem kończył mecz bez bramki.

GKP Gorzów - Widzew 0:0

Sędziował: Marcin Roguski (Warszawa).

Widzów: 4500.

GKP Gorzów: Janicki - Truszczyński, Wojciechowski, Jakosz, Topolski - Andruszczak, Obem, Łuszkiewicz (73, Kaczmarczyk), Maliszewski (77, Grocholski) - Moojen (62, Piątkowski), Czerkas. Trener: Adam Topolski.

Widzew: Mielcarz - Bożkow, Ukah (84, Madera), Bieniuk, Broź - Budka (59, Kuklis), Panka, Grzeszczyk, Ostrowski (63, Oziębała) - Grzelczak, Robak. Trener: Paweł Janas.


* * * * *


To była nieudana sobota kibiców GKP
Przed meczem w Gorzowie Wielkopolskim trener Widzewa Paweł Janas długo rozmawiał ze szkoleniowcem gospodarzy Adamem Topolskim i jego małżonką. Obaj wspominali lata spędzone w Legii, gdy byli filarami defensywy zespołu ze stolicy i komentowali powołanie na selekcjonera kolejnego kolegi z Legii Stefana Majewskiego.

Widzew nie ma szczęścia do tego stadionu, bo jeszcze nie wygrał tam meczu ligowego, nawet w czasach, gdy gospodarze grali pod firmą Stilon. Łodzianie zwyciężyli tam tylko raz (3:0)w Pucharze Polski w 1996 roku, ale wtedy byli mistrzami Polski. W meczu z drużyną Franciszka Smudy grał wtedy 32-letni Artur Andruszczak, który wystąpił w sobotnim spotkaniu.

Dla gospodarzy wydarzeniem była pierwsza transmisja meczu piłkarskiego z tego stadionu. Niestety spektakl nie wypadł okazale. Już w pierwszym kwadransie na przedpole łodzian rzucono trzy płonące race. Mimo apeli organizatorów i przerwania spotkania trybuna stowarzyszenia przyjaciół GKP demonstrowała w skandaliczny sposób niezadowolenie z powodu wprowadzenia dla nich biletów wstępu. Miało to pokryć karę 5 tys. zł, jakim PZPN ukarał gorzowski klub. Teraz kara będzie wyższa. Delegat PZPN Andrzej Szczepański i obserwator spotkania Jerzy Broński mogli się też przekonać co myślą kibice o PZPN i Grzegorzu Lacie.

Mimo transmisji telewizyjnej do odległego Gorzowa wybrała się grupa najwierniejszych fanów Widzewa, która wykupiła 389 biletów. Sektor łódzkich kibiców był ubrany na czerwono. Dopingował swoich pupili wręcz wzorowo przez całe spotkanie, co kontrastowało z zachowaniem fanów gospodarzy, którzy mieli wyjątkowo zły dzień.

Wiadomości Łódź, Wydarzenia Łódź

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!