Mała Dywersja z Chrobrego, czyli parę słów o historii

Byli wesołymi, młodymi ludźmi. Mieli zainteresowania i pasje. Połączyła ich wspólna walka o wolną Polskę, za co byli torturowani i skazani na kary więzienia. Członkowie Tajnej Organizacji ZHP "Mała Dywersja" z Piotrkowa mieli od 13 do 19 lat, gdy zajął się nimi Urząd Bezpieczeństwa.
Jerzy Biesiadowski należał do ścisłego kierownictwa  "Małej Dywersji", tu na zdjęciach z akt UB
 Fot. materiały IPN/archiwum Pawła Wąsa

Ich oprawcy stanęli przed sądem już w III RP. Jeden z byłych funkcjonariuszy UB, ten który najbrutalniej znęcał się podczas przesłuchań nad młodymi ludźmi, dostał dwuletni wyrok.

Jan Ibel, Witold Baranowski i Andrzej Mytkowicz - to właśnie ci uczniowie z ówczesnego Gimnazjum im. B. Chrobrego w Piotrkowie, w 1948 roku zawiązali tajną organizację, która początkowo nie miała nazwy, ani określonych struktur. Później dołączył do nich Janusz Ludziejewski. Dwóch chłopców w obawie przed dekonspiracją opuściło organizację. Wtedy Ibel i Mytkowicz nawiązali kontakt z dwoma innymi uczniami "Chrobrego" z równoległych klas, Jerzym Biesiadowskim oraz Stanisławem Karlińskim, którzy działali aktywnie w harcerstwie.

Wszyscy czterej młodzieńcy postanowili przeciwstawić się wszechobecnej stalinowskiej indoktrynacji, nazywając grupę "Małą Dywersją", co miało nawiązywać do działalności Szarych Szeregów oraz "Małego Sabotażu" w okresie okupacji niemieckiej.

Rozwieszali afisze i malowali na murach treści antykomunistyczne. Planowali zdobyć broń do skuteczniejszej walki z ówczesnym systemem, a nawet wysadzić Pomnik Wdzięczności przy okazji święta 11 listopada, ale nic z tego nie wyszło. Wcześniej "Mała Dywersja" została zdekonspirowana i rozbita, po tym jak jeden z chłopców, którego próbowano zwerbować do organizacji, opowiedział o działalności grupy w komendzie hufca. Wieści szybko dotarły do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Piotrkowie. Aresztowań członków organizacji UB wspólnie z Milicją Obywatelską dokonał 4 listopada 1950 roku.

W sobotę 4 listopada wyszedłem rano do szkoły. Przed moim domem stał jakiś nieciekawy typ i obserwował dom, co mnie zaintrygowało… - relacjonował po latach Jerzy Biesiadowski. - Za rogiem ulicy doszło do mnie dwóch typów z zapytaniem: Biesiadowski? Zaraz jeden wcisnął mi w brzuch lufę pistoletu, drugi otworzył drzwi do starej, zielonej skody, gdzie kazali mi wsiąść.

Andrzeja Mytkowicza aresztowano tego samego dnia przy ulicy Budki w Piotrkowie. Wszystkich zatrzymanych przewieziono do siedziby UB przy ulicy Sienkiewicza, gdzie byli przetrzymywani w piwnicach. W trakcie przesłuchań nagminnie stosowano wobec nich przemoc.

Funkcjonariusze UB, żeby wymusić zeznania, stosowali wymyślne i wyjątkowo brutalne tortury. Na przykład zakneblowanym młodym ludziom wiszącym głowami w dół lano wodę do nosa, rzucano ich o ściany i szafy, bito po całym ciele, w tym po kręgosłupie. Przesłuchania trwały czasem bez przerwy prawie dwie doby. Tych, którzy nie chcieli zeznawać po myśli ubowców, zamykano w karcerze po kostki w wodzie.

Po kilku tygodniach brutalnego śledztwa przewieziono wszystkich do więzienia. Sporządzono trzy akty oskarżenia, w których zarzucono młodym gimnazjalistom "próbę obalenia przemocą ustroju państwa". Część z zatrzymanych została zwolniona.

Pierwszy proces członków Tajnej Organizacji Związku Harcerstwa Polskiego "Mała Dywersja" odbył się w kwietniu 1951 roku. Czterech chłopców uznanych za trzon organizacji Wojskowy Sąd Rejowy w Łodzi skazał na kary od 3 do 6 lat więzienia, sześć osób dostało wyroki w zawieszeniu, a jedna została uniewinniona.
- Skazani na długoletnie więzienie odsiadywali wyroki w obozie "reedukacyjnym" w Jaworznie. Po wyjściu na wolność zostali obywatelami drugiej kategorii, przez wiele lat nie mogli znaleźć pracy - mówi Paweł Wąs, historyk z Piotrkowa, który badał historię m.in. ,,Małej Dywersji".

Po upadku komunizmu wyroki stalinowskich sądów zostały unieważnione. W 1992 roku do Sądu Wojewódzkiego, IV Wydział Karny w Łodzi, wpłynęły pisma o wydanie potwierdzeń pobytu w areszcie UB oraz więzieniu Witolda i Marii Baranowskich. W tym samym czasie podobne wnioski złożyły również członkinie organizacji "Partyzantka Podziemna" z Bełchatowa, które więziono w piotrkowskim UB w 1952 roku.

Okręgowa Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi rozpoczęła śledztwo w sprawie bezprawnego pozbawienia wolności, a następnie fizycznego i moralnego znęcania się nad działaczami "Małej Dywersji" oraz nad innymi podobnymi "młodzieżówkami" antykomunistycznymi, przez funkcjonariuszy PUBP w Piotrkowie. Ich byli członkowie złożyli obszerne wyjaśnienia w prokuraturze.
- Na podstawie zebranych materiałów w 1996 roku wszczęto śledztwa w sprawie "naruszania praworządności i łamanie praw człowieka przez funkcjonariuszy PUBP w Piotrkowie, od grudnia 1950 roku do grudnia 1952 roku." Śledczy skierowali do piotrkowskiego Sądu Rejonowego akt oskarżenia przeciwko trzem byłym funkcjonariuszom UB w Piotrkowie: Henrykowi P., Tadeuszowi M. oraz Eugeniuszowi G. - wyjaśnia Paweł Wąs.

Kluczową rolę podczas brutalnych przesłuchań miał odgrywać szef piotrkowskiego UB, Henryk P., w latach 70. generał i wiceminister spraw wewnętrznych.
- W przerwie jednej z pierwszych rozpraw podszedł do mnie Tadeusz M. i powiedział, że za wszystkim stoi jego były szef - Tadeusz K. Podał mi jego adres, a ja wskazałem go śledczym. Dlatego stanął przed sądem - mówi Jerzy Biesiadowski.

Tadeusz K. był w latach 1950-1951 początkowo referentem, a później kierownikiem sekcji V PUBP w Piotrkowie, która zajmowała się m.in. ruchem młodzieżowym. Według zgromadzonych dowodów, w czasie wielogodzinnych, często nocnych przesłuchań, bił pokrzywdzonych pięściami, kawałkiem kabla, gumową pałką. Przywiązywał pokrzywdzonych do drążka głową w dół, po czym kopał ich po głowie i żebrach. I to właśnie Tadeusz K. został skazany na karę dwóch lat więzienia, z którego został zwolniony przedterminowo 19 lipca 2006.
- Dobrze, że chociaż jeden nasz oprawca został skazany. Najgorsze było patrzenie na tych ludzi na sali rozpraw, na ich arogancję, zasłanianie się stale niepamięcią - mówi Jerzy Biesiadowski.

Dwóch oskarżonych nie doczekało wyroków, zmarli w trakcie procesu. Do tej pory nie został osądzony generał Henryk P. Nie stawia się na kolejne rozprawy, dostarczając zwolnienia lekarskie o złym stanie zdrowia.

Dawid Ciżewski

  • Polska Dziennik Łódzki
Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:
Więcej na temat:
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3