O czym mógł zrobić film artysta, w dodatku nie byle jaki? Oczywiście o udręce procesu twórczego, samotności, w której się on odbywa i szaleństwie do jakiego prowadzi. A przecież procesem twórczym każdego z nas jest jego życie. Ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Biała kartka. Od niej wszystko się zaczyna. Niezapisany plik tekstowy w komputerze, pierwsze strony notatnika, czyste płótno rozciągnięte w ramach - to zapowiedzi tego, co nas spotka, gdzie podążymy, dokąd powiedzie wyobraźnia przekuta w rzeczywistość. Najtrudniej jest postawić pierwszą literę, namalować pierwszy znak. Podjąć decyzję i poddać się drodze. Odnaleźć inspirację - w sobie, czy w innych? Roman Polański w „Prawdziwej historii” przywołuje motyw białej kartki jako obraz niepewności, życiowego krzyża, ale i konieczności.

Co jakiś czas zbierając z gruzów swoje istnienie musimy stanąć przed wyzwaniem, jakie stawia niewypełniony blankiet. I by się podnieść, zacząć go zapisywać. Tylko tworzenie, działanie, postępowanie ratuje przed zapadaniem się, cofaniem, znikaniem.

Polański, jak zawsze jest ponad czasem i bardzo na czasie. Bohaterką jego nowego filmu jest bestsellerowa pisarka - w dobie gloryfikującej samotne kobiety osiągające sukces, trudno o lepszą figurę. Delphine (w tej roli muza i żona reżysera, Emmanuelle Seigner) mieszka w Paryżu (co w filmie podkreślone jest fantastycznymi drobiazgami, jak maleńka kafejka, w której można zjeść bagietkę z masłem do kawy i gdzie obsługa mówi ci codzienne „cześć” czy kamienica, której wspólnota nie pragnie zainstalowania windy), niedawno opublikowała swoją najnowszą książkę, ma wielu zachwyconych nią czytelników, ale obecnie cierpi na brak weny.

Czytaj też: W parku Matejki kręcono filmy, a Roman Polański rozdawał cukierki

Pewnego dnia w trakcie podpisywania książek poznaje tajemniczą kobietę, która przedstawia się jako Ona (Eva Green). Delphine nie może poradzić sobie sama z sobą, Ona zdaje się być doskonałym słuchaczem. Między kobietami rodzi się szczególna relacja, Ona wydobywa z Delphine zwierzenia, ma dobre rozwiązanie każdej sytuacji. Przyjaźń przekształca się w uzależnienie, w końcu Ona wprowadza się do mieszkania Delphine. Pętla się zaciska, a dotychczas pewna siebie Delphine zaczyna gubić się w gąszczu półprawd i niedopowiedzeń.

Polański w nowym filmie używa znanych motywów i rozwiązań, ale nieustannie czyni to w pierwszorzędny sposób, a jego styl pozostaje niepodrabialny. To piewca obrazu niezwykle czuły na estetykę (zauważcie, jak ogrywa czerwony szalik i plenery), wielbiciel słowa, przykrawający dialogi tak, by niosły przekaz, ale nie zawierały za dużo tekstu, tropiciel psychologii, zaglądający ze śmiałością i otwartością dziecka oraz doświadczeniem i goryczą dojrzałego człowieka za kurtynę bezpieczeństwa, by pozwolić nam przejrzeć się w lustrze i zacząć z furią pisać kolejny rozdział własnego życia. Warsztatowo i reżysersko to dzieło perfekcyjne, a duszną atmosferę i powoli oblepiający widza niepokój Polański wytwarza ot tak, zdawałoby się, że bez trudu i w naturalny dla siebie sposób.

Tu w każdym ujęciu, w każdej sekwencji wszystko do siebie pasuje i pracuje na reżyserskie zamierzenie: od zdjęć Pawła Edelmana, przez aktorskie oddanie (świetne, rewelacyjnie, z wyczuwalną chemią współpracujące Green i Seigner), po muzykę Alexandre’a Desplata. I nawet, gdy scenariuszowe wolty nie są tak silne, jakich moglibyśmy u Polańskiego oczekiwać, a całość jest mocno stonowana, zatrzymując się o parę kroków przed tym, do czego wybitny twórca nas przyzwyczaił, to i tak pod względem konstrukcji i napięcia to bezwzględnie poziom Ligi Mistrzów.

Polański żongluje metaforami, odniesieniami do własnej twórczości, analizą międzyludzkich relacji („trzeba być odpowiedzialnym za miłość, którą się rozbudziło”), ale „Prawdziwa historia” roztrząsa też odwieczny dylemat sztuki: czy należy zaspokajać pragnienia odbiorców, czy tworzyć z trzewi, o sobie, pisać nieustannie tę samą, prawdziwą książkę. Czy możliwa jest niezależność, a jeżeli tak, to czym musi być okupiona? Delphine ma sukces, ale bez prawdziwych przyjaciół, otoczona jedynie ludźmi, którzy czegoś od niej chcą. Nawet w uczuciach nie potrafi przekroczyć granicy autentycznego zbliżenia i otwarcia, pozostawiając związek na poziomie „randkowania”. Uwikłana w samą siebie, tylko w sobie szuka przeciwwagi. Jak to pisarz, kradnie życiorysy; choć tego nie widzi, także kogoś niszczy. Ratunkiem może być biała kartka, którą tym razem warto zapisać z kimś...

W finale filmu unosimy się nad dziesiątkami stoisk podczas targów wydawców, z setkami książek na półkach. Może każda nasza prawdziwa historia to kompletna nieprawda i jedynie literackie zmyślenie?

Prawdziwa historia Francja/ Belgia psychologiczny, reż. Roman Polański, wyst. Emmanuelle Seigner, Eva Green, Vincent Perez
★★★★★☆

Czytaj także

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!