Rodzina zastępcza z Proszenia przygarnęłą siedmioro dzieci

Rodzina Kmitów z Proszenia postanowiła przygarnąć siedmioro dzieci, teraz zastępują im rodziców.


Jest ich siedmioro. Dwa lata temu trafili do domu Anny i Adama Kmitów z Proszenia (gm. Wolbórz), którzy stali się dla nich rodziną zastępczą.


- Na początku trafiła do nas czwórka rodzeństwa, a kilka miesięcy później kolejna trójka innego rodzeństwa - opowiada pani Anna.


Jak mówi, nie spodziewała się, że jej rodzina będzie aż tak liczna. - Najgorzej było na początku, trochę potrwało zanim dzieci się odnalazły w nowym środowisku i zaklimatyzowały - dodaje.


Państwo Kmita są zawodową rodziną zastępczą od lutego 2010 roku. Ona jest pielęgniarką w Ośrodku Zdrowia w Moszczenicy, on pracował w straży pożarnej. Łącznie opiekują się dziesięciorgiem dzieci, z czego trójka to ich własne, już dorosłe. Dwie dziewczyny wyjechały na studia, 18-letni syn jeszcze się uczy w szkole średniej. Przygarnięte rodzeństwo ma od 9 do 18 lat. Wśród nich jest sześć dziewczynek i jeden chłopiec. Dlaczego zdecydowali się zostać rodziną zastępczą dla obcych dzieci? 


- To przyszło samo z siebie - mówi Adam Kmita. - Właściwie, jeśli wziąć pod uwagę charakter naszych zawodów, to od lat pomagamy.


Na początku była obawa, że nie podołają, nie zaakceptują któregoś z nich. Ostateczne wątpliwości rozwiała rozmowa z własnymi dziećmi.


- Dostałam duże wsparcie od młodszej córki, która uważała, że to takie wspaniałe i cudne, że będę pomagać innym dzieciom - mówi pani Anna.
∨ Czytaj dalej

- To mi najbardziej pomogło podjąć decyzję. 


Każde z rodzeństwa ma wyznaczone obowiązki, ale czasem trudno zmotywować je do nauki. Jak mówi pani Anna, lepiej kiedy jest mniej dzieci, bo wtedy można im poświęcić więcej czasu. A jeśli już jest ich dużo, ważne, żeby było to rodzeństwo, bo czasem tworzy się niepotrzebna rywalizacja albo zazdrość o poświęcony czas
.

- Staram się dla każdego mieć go wystarczająco, choć bywa to czasem naprawdę trudne - dodaje.


Gdy chce odpocząć ma jeden sposób. - Zamykam się w pokoju na godzinę i proszę, żeby nikt nie wchodził, bo muszę pobyć sama, albo idę na spacer do lasu, gdzie mogę spokojnie pomyśleć. To pomaga - opowiada.


Na każde dziecko Państwo Kmita dostają po 1 tysiąc złotych. W ubiegłym roku było to jedynie 650 zł, więc ledwo starczało na podstawowe wydatki. Jak mówi pani Anna, teraz mogą pozwolić sobie na to, żeby zabrać je na basen lub do kina. 


Czasem państwo Kmita spotykają się z opinią, że rodzicami zastępczymi zostaje się dla pieniędzy.
- Prawda jest taka, że gdyby nie te fundusze, nie byłabym w stanie przyjąć i utrzymać tych dzieci, ale trzeba przecież im też poświęcić czas i być dla nich rodzicami - mówi pani Anna.


Z pobytu cieszą się też same dzieci, dla których rodzina zastępcza jest szansą na normalne życie i kochających bliskich. Kilkuletnie Weronika i Irminka lubią jeździć na rowerze, chcą zostać piosenkarkami jak Hannah Montana. 11-letni Rafał to wielbiciel gier komputerowych i piłki nożnej, ale jak mówi, w przyszłości chciałby zostać elektrykiem. Starsze dziewczynki mają już po 13, 15 i 18 lat. Do kiedy zostaną, na razie nie wiadomo, Na pewno do 18. roku życia, co później to już będzie zależało od nich.


Jak mówi Danuta Ratajska z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Piotrkowie, po osiągnięciu pełnoletności mają wybór, albo się usamodzielnią, albo, jeśli podejmą naukę i rodzice zastępczy wyrażą na to zgodę, mogą pozostać u nich do 25. roku życia.


Jaki jest główny powód, dla którego dzieci trafiają do rodzin zastępczych? 
- Głównie jest to spowodowane nadużywaniem alkoholu w rodzinie, długotrwałym bezrobociem, niezaradnością wychowawczą, ale także emigracją rodziców zagranicę w poszukiwaniu pracy - mówi Danuta Ratajska. - Najmniejszy odsetek spowodowany jest chorobą lub śmiercią.


Niestety, tylko pojedyncze osoby wracają z powrotem do swoich biologicznych rodziców. - Być może dlatego, że większość rodzin zastępczych to krewni. Dla rodziców jest to wygodne, bo funkcję rodzica spełniają dziadkowie lub rodzeństwo, a oni mogą zaspokoić własne potrzeby emocjonalne, gdy przyjdzie im na to ochota. Nigdy nie zabraniamy im kontaktu z dziećmi, nawet jest to wskazane - mówi Ratajska.


Jak dodaje, niestety tacy rodzice nie myślą o dzieciach, co one będą czuć, gdy pojawiają się na moment raz na pół roku, a później znikają. Dzieci z reguły nie rozumieją, dlaczego tak się dzieje, dla nich jest to po prostu rozłąka. Często nawet w dorosłym życiu borykają się z tym, że zostały porzucone. 


Obecnie na terenie powiatu piotrkowskiego jest 96 rodzin zastępczych. Z kolei na terenie powiatu bełchatowskiego funkcjonuje obecnie 120 rodzin zastępczych, przebywa w nich ponad 158 dzieci. Jednym z nich jest 10-letni Bartek. W rodzinie pani Eweliny wychowuje się od pięciu lat. Gdy zaczęli się nim opiekować, mówił tak niewyraźnie, że z trudem można było go zrozumieć. Wcześniej właściwie nikt się nim nie zajmował tak na serio. Nikt nie dbał o to, jakie wspomnienia będzie miał z dzieciństwa. Gdy dostał farby, używał tylko czarnego koloru. Opiekunowie przyznają, że aby Bartuś zaczął się zachowywać tak, jak rówieśnicy, potrzeba było wiele pracy. I miłości, i cierpliwości, i odwagi.


- Obserwowanie jego postępów to była niesamowita radość - mówi pani Ewelina. - Dziś, jeśli ktoś nie wie, że Bartuś miał kiedyś tak wielkie problemy, nie zauważy różnicy między nim a rówieśnikami.


Pani Ewelina przyznaje, że do tego, by stworzyć rodzinę zastępczą, namówił ich starszy syn. Zawsze marzył o tym, by mieć rodzeństwo. Gdy tłumaczyli mu, że to niemożliwe, podsunął "przecież jest tyle dzieci, które potrzebują domów". To zadziałało jak impuls. Starszy syn dawno już wyfrunął z domu, ale Bartek zostanie tu jeszcze długo.

- Można powiedzieć, że Bartuś to nasz życiowy sukces, nasz młodszy synek - dodaje pani Ewelina.

Jak zostać rodziną zastępczą?



Aby zostać rodzicem zastępczym, trzeba mieć obywatelstwo polskie i pełnię praw obywatelskich, nie mieć obowiązku alimentacyjnego wobec innych członków rodziny (albo się z niego wywiązywać) i przejść półroczne szkolenie z psychologiem, pedagogiem i trenerem, który uczy, jak postępować w kryzysowych sytuacjach. Szkolenia finansowane są przez Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie, które cały czas szuka chętnych. Odbywają się w grupie (musi być minimum 6 osób). W lipcu w Piotrkowie odbędzie się piknik integracyjny dla rodzin zastępczych.


Średnio rocznie na trenie powiatu bełchatowskiego do rodzin zastępczych kierowanych jest ok. 20 dzieci. Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Bełchatowie prowadzi nabór chętnych do utworzenia rodzin zastępczych. Kurs byłby organizowany w drugiej połowie tego roku. Na terenie powiatu działają także cztery rodziny zastępcze o charakterze pogotowia rodzinnego. W nich przebywa 11 dzieci. 


Komentarze (1)

avatar

Wybierz kategorię