Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Piłka w ŁKS stacza się w przepaść. Łodzianie przegrali w niedzielę z beniaminkiem I ligi Sandecją 1:4. To piąta wyjazdowa porażka ełkaesiaków z rzędu. Przegrać zawsze można, ale styl, jaki zaprezentowali, musi smucić. Z drugiej strony, wyniki są odzwierciedleniem atmosfery w klubie i – co bardziej niepokojące – w drużynie. Coś się w niej kompletnie wypaliło.

W wyjściowej jedenastce zabrakło trzech czołowych do tej pory zawodników ŁKS – Tomasza Hajty, Rafała Kujawy i Bogusława Wyparły. Szczególnie nieobecność etatowego do tej pory bramkarza była pewnego rodzaju zaskoczeniem. Widać jednak, że trener Grzegorz Wesołowski doszedł do wniosku, że Wyparło słabiej w tym sezonie spisuje się na wyjazdach. Popularny 35-letni Bodzio W. nie zagrał po raz pierwszy od 4 maja 2008 roku, kiedy to spotkanie ełkaesiaków z Wisłą Kraków (2:5) oglądał z ławki rezerwowych. Z kolei Jakub Skrzypiec grał po raz ostatni w składzie ŁKS w czerwcu 2004 roku.

Na początku meczu Sandecja przeprowadziła trzy groźne ataki prawą stroną boiska. Piotr Klepczarek nie mógł sobie poradzić z szybkim Marcinem Makuchem i za każdym razem groźnie było na przedpolu bramki Skrzypca. W najgroźniejszej sytuacji Dejan Ognjanović ratował zespół wybiciem piłki na rzut rożny.

W piątek minucie pojedynek biegowy z Piotrem Banią przegrał Marcin Adamski i sytuację wybiegiem musiał ratować Skrzypiec. W jedenastej minucie silnie zza pola karnego strzelał Marcin Stefanik, lecz kapitalną interwencją popisał się łódzki bramkarz, który zdołał wybić piłkę na rzut rożny.

Dwie minuty później łodzianie stracili gola. Ognjanović i Robert Sierant zachowali się niczym nowicjusze. Błąd łodzian wykorzystał Bębenek. Zawodnik gości wystartował do piłki i już po kilku metrach zostawił w tyle ełkaesiaków. Piłkarz Sandecji wpadł w pole karne i precyzyjnie podał do swojego partnera, a Piort Bania nieniepokojony przez żadnego z obrońców ŁKS skierował piłkę do siatki. Już w kolejnej akcji mogło być 2:0 dla gospodarzy, lecz tym razem piłkę zmierzającą do napastnika Sandecji zdołał wybić Ognjanović.

Mimo straconej bramki ełkaesiacy nie potrafili zmobilizować się do lepszej gry. W środku pola panował chaos, a ich rwane akcje kończył się już przy drugim podaniu. Choć trener Wesołowski wystawił z przodu dwóch napastników, to nie mieli oni okazji, by choć raz stworzyć zagrożenie pod bramką rywala.

Nie ma się zatem co dziwić, że gospodarze, widząc słabość łódzkiej drużyny, atakowali z pasją. Swoją zdecydowaną przewagę udokumentowali zdobyciem drugiego gola. Nieporadność łódzkiej defensywy wykorzystał Dariusz Gawęcki, który w polu karnym minął Skrzypca i posłał piłkę do pustej bramki.

Zmiany zawodników w pierwszej części spotkania stają się z wolna tradycją w ŁKS. Wesołowski w poprzednim meczu wymienił Tomasza Ostalczyka, a wczoraj szybko zdjął z boiska Adrian Świątka. Widać obaj wyraźnie zawiedli jego oczekiwania.

Mało brakowało, aby w 45 minucie łodzianie w dość dziwnej sytuacji zdobyli gola. Rzut rożny wykonywał Janusz Wolański. Ełkaesiak kopnął piłkę mocno po ziemi, a Ognjanović, który wbiegał na ósmy metr, mocno ją podbił. Futbolówka leciała jakiś czas w powietrzu i upadła na górą część poprzeczki, a zaraz potem wyszła za linię.

Po przerwie opiekun gości zdecydował się na kolejną zmianę. Zupełnie bezproduktywnego Dejana Djenicia zastąpił Rafał Kujawa. Tuż po pojawieniu się na boisku miał szansę na zdobycie gola, kiedy to po rzucie rożnym strzelał głową, lecz piłka przeleciała obok słupka. Już kilkanaście sekund później groźnie było na przedpolu ŁKS, lecz tym razem Skrzypiec spisał się bez zarzutu.

Później znów wszystko wróciło do normy i przeważała Sandecja. Nieporadność ŁKS zdenerwowała drugiego trenera łodzian Dariusza Bratkowskiego, który podbiegł do linii bocznej i głośno udzielał reprymendy swojej drużynie. Nie na wiele się to zdało.

W 61 minucie ŁKS mógł mówić o wielkim szczęściu. Kolejny raz beznadziejnie spisała się łódzka defensywa, a Bębenek z dwóch metrów nie trafił w bramkę. W 76 znów niebezpiecznie było pod bramką ŁKS. Tym razem rezerwowy Arkadiusz Aleksander zakpił z łódzkiej defensywy, lecz oddał niecelny strzał.

Ostatni kwadrans goście grali praktycznie w dziesiątkę. Kontuzji doznał Sikora, lecz trener miał już wykorzystany limit zmian i kulejący zawodnik musiał dotrwać na boisku do ostatniej minuty.

Łodzian dobił Aleksander, który najszybciej dopadł do piłki po strzale Bębenka obronionym przez Skrzypca. ŁKS zdobył honorowego gola w 83 minucie. Po rzucie wolnym wykonywanym z lewej strony boiska piłka trafiła w pole karne, a tam Łukasz Gikiewicz strzałem z bliska umieścił ją w siatce. Ostatnie słowo należało jednak do gospodarzy, którzy w doliczony czasie gry zdobyli czwartego gola. Na listę strzelców wpisał się Michał Jonczyk.

Sandecja Nowy Sącz – ŁKS 4:1

1:0 – Bania (13), 2:0 – Gawęcki (24), 3:0 – Aleksander (80), 3:1 – Gikiewicz (83), 4:1 – Jonczyk (90+2)

Żółte kartki: Borovicanin, Stefanik, Bębenek (Sandecja), Skrzypiec (ŁKS)

Sędziował Marek Karkut (Warszawa).

Widzów 3500

Noty ŁKS w rankingu „Srebrne Buty”: Skrzypiec 2 – Ognjanović 2, Adamski 3, Sierant 2, Klepczarek 2 – Wolański 2, Drumlak 2, Mowlik 1 (59, Nawrocik 1), Świątek 1 (41, Sikora 1) – Djenić 1 (46, Kujawa 3), Gikiewicz 4.

Sandecja Nowy Sącz: Różalski – Makuch, Berdziński, Jędrszczyk, Borovicanin – Skrzypek (79, Jonczyk), Gawęcki, Zawadzki, Stefanik, Bębenek (90, Szczepanik) – Bania (62, Aleksander).


Wiadomości Łódź, Wydarzenia Łódź

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!