59. piłkarskie derby Łodzi wygrał Widzew i nie ma się co dziwić, że w klubie przy al. Piłsudskiego zapanowała ogromna radość. Po ostatnim gwizdku sędziego korki od szampana strzelały, niczym w Nowy Rok.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
59. piłkarskie derby Łodzi wygrał Widzew i nie ma się co dziwić, że w klubie przy al. Piłsudskiego zapanowała ogromna radość. Po ostatnim gwizdku sędziego korki od szampana strzelały, niczym w Nowy Rok. Zgoła odmienne nastroje były w ŁKS, gdzie dominowała wściekłość i rozgoryczenie postawą arbitra. Sędzia nie uznał drugiego gola dla drużyny z al. Unii, choć został zdobyty w prawidłowy sposób.

Bez wątpienia sędzia z Wielkopolski Piotr Wasilewski był najsłabszym aktorem derbowego pojedynku. Kolejny raz okazało się, że PZPN, choć wszystkich dookoła próbuje pouczać, sam ma problemy na własnym podwórku. Skandalem jest przecież to, że przysyła na tak szczególne spotkanie, jak derby Łodzi, arbitra, który o poprawnym sędziowaniu nie ma zielonego pojęcia, toteż często krzywdził obydwie drużyny.

Także gra, szczególnie w pierwszej część spotkania, nie mogła zachwycić. ŁKS borykający się z kłopotami kadrowymi zaczął w wyraźnie defensywnym ustawieniu. Z kolei widzewski szkoleniowiec wystawił mocno ofensywny skład.

To sprawiło, że gospodarze starali się z impetem atakować, ale goście grali bardzo uważnie w obronie, toteż nie pozwalali im na wiele. Stąd też na boisku było wiele zażartej walki, lecz trudno było mówić o wielkich emocjach i pięknym futbolu.

Dopiero w 22 minucie drużyna z al. Piłsudskiego stworzyła pierwsze poważne zagrożenie pod bramką rywala. Rzut wolny wykonywał Dudu. Dokładnie bita piłka trafiła na głowę Radosława Matusiaka. Jednak strzał byłego reprezentanta Polski, oddany z bliskiej odległości, obronił Bogusław Wyparło. Już w kolejnej akcji gospodarze stworzyli następną wyśmienitą okazję do zdobycia gola. Tym razem Jarosław Bieniuk próbował pokonać bramkarza ŁKS, ale i jemu nie udało się zmienić wyniku meczu. W 37 minucie po rzucie rożnym błąd popełnił Wyparło. Na szczęście dla ŁKS, piłkę po główce Marcina Robaka zmierzającą do siatki zdołał jeszcze wybić przed linią bramkową Mariusz Mowlik.

Tuż przed końcem pierwszej części spotkania widzewiacy powinni objąć prowadzenie. Robak przegrał jednak pojedynek sam na sam z Wyparłą, a próba dobitki też skończyła się niepowodzeniem, bo piłkę na rzut rożny zdołał wybić Mowlik. Chwilę później zaatakowali goście, którzy oddali pierwszy celny strzał w meczu. Jednak lekkie uderzenie Adriana Świątka nie mogło zaskoczyć Macieja Mielcarza.

Początek drugiej części meczu przybrał tak nieoczekiwany obrót dla gospodarzy, że kibice na stadionie zamilkli. W 49 minucie ŁKS wykonywał rzut wolny z lewej strony boiska. Piotr Klepczarek precyzyjnie wrzucił piłkę w pole karne, a Mowlik szczupakiem pokonał Mielcarza.

Gospodarze jeszcze dobrze nie ochłonęli po tej sytuacji, a już ŁKS po raz drugi umieścił piłkę w siatce Widzewa. Jednak tym razem sędzia nie uznał gola. Według niego zdobywca bramki Adrian Świątek był na pozycji spalonej. Popełnił jednak błąd, bo ełkaesiak otrzymał piłkę od... Bieniuka, toteż o ofsajdzie nie mogło być mowy.

Pewnie w tym momencie nikt w ŁKS nie spodziewał się, że wkrótce zamiast dwubramkowego prowadzenia, będą przegrywać 1:2. A stało się to, za sprawą Adriana Budki, który w 17 minucie zmienił kontuzjowanego Przemysława Oziębałę.

W 58 minucie widzewski pomocnik zdecydował się na rajd prawą stroną boiska. Bez większych problemów minął dwóch obrońców ŁKS i mocno, po ziemi strzelił w kierunku bramki. Uderzenie było na tyle silne, że nie zareagował żaden z obrońców ani golkiper gości i piłka wpadła w lewy róg bramki.

Po tym golu ŁKS nie zdołał zewrzeć szyków i już dwie minuty później Widzew wygrywał. Podopieczni trenera Pawła Janasa poszli za ciosem, wykorzystując chaos w szeregach rywala. Znów doskonałym rajdem popisał się Budka i precyzyjnie zagrał do nadbiegającego Matusiaka. Napastnik gospodarzy, który urwał się pilnującemu go Marcinowi Adamskiemu, strzałem z pierwszej piłki w krótki róg zupełnie zaskoczył Wyparłę.

W 77 minucie rzut wolny z dystansu wykonywał Marcin Robak. Sprytnie uderzył piłkę, jednak tym razem Wyparło nie dał się zaskoczyć.

W końcówce spotkania podopieczni Pawła Janasa skupili się już tylko na obronie korzystnego rezultatu. Z kolei ŁKS atakował, ale w większości akcji przypominało bicie głową w mur. Choć trzeba przyznać, że w 87 minucie wypracował wyśmienitą sytuację, by doprowadzić do remisu. Sam przed Mielcarzem znalazł się Rafał Kujawa. Napastnik ŁKS silnie strzelił, lecz doskonale spisał się bramkarz Widzewa, który zdołał wybić piłkę, i skończyło się tylko na strachu gospodarzy. •

Widzew – ŁKS 2:1

0:1 – Mowlik (49), 1:1 – Budka (58), 2:1 – Matusiak (60)

Żółte kartki: Mowlik, Kascelan, Świątek, Kujawa (ŁKS). Czerwona kartka Kascelan (za drugą żółtą, po zakończeniu meczu).

Sędziował Piotr Wasilewski (Kalisz).

Widzów 9 000.

Noty Widzewa w rankingu „Srebrne Buty”: Mielcarz 6 – Broź 6, Ukah 6, Bieniuk 6, Dudu 6 – Oziębała 0 (17, Budka 8), Durić 3 (46, Panka 3), Kuklis 7, Grzelczak 5 – Matusiak 6, Robak 4 (73, Szymanek 1).

Noty ŁKS w rankingu „Srebrne Buty”: Wyparło 5 – Radżius 5, Adamski 5, Mowlik 7, Klepczarek 6 – Świątek 4, Ognjanović 3 (65, Djenić 1), Łakomy 4 (72, Sierant 1), Kascelan 0, Kujawa 4 – Ostalczyk 4 (80, Woźniczka).


Wiadomości Łódź, Wydarzenia Łódź

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!