Są powody, by Jarosław Bieniuk trzymał się za głowę Są powody, by Jarosław Bieniuk trzymał się za głowę

Są powody, by Jarosław Bieniuk trzymał się za głowę (© fot. Krzysztof Szymczak)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Na początku rozgrywek I ligi były obawy czy mistrz poprzedniego sezonu zmobilizuje się do walki o powtórny awans, po tym jak PZPN uniemożliwił Widzewowi występy w ekstraklasie. Kiedy klub z al. Piłsudskiego wygrał wszystkie cztery mecze wydawało się, że dalsza gra na tym szczeblu będzie przebiegała pod dyktando zespołu doświadczonego trenera Pawła Janasa.

Kilka transferów miało zapełnić lukę po Tomaszu Lisowskim, którego kontuzja wyłączyła na kilka miesięcy i powiększyć rywalizację na poszczególnych pozycjach. Kadra była na tyle szeroka, że w dwóch początkowych spotkaniach trener nie korzystał z Radosława Matusiaka, który w letnich przygotowaniach odzyskał formę i pałał chęcią do gry. Derby Łodzi to potwierdziły i jego gol przesądził o pokonaniu lokalnego rywala. Widzewowi zabrakło wyobraźni i lekkomyślnie wyraził zgodę na transfer byłego reprezentacyjnego napastnika do Cracovii. Argumenty o kosztach zatrzymania tego piłkarza i teoria o niemożliwości grania obok siebie Matusiaka i Marcina Robaka byłyby sensownym tłumaczeniem, gdyby nie dalszy rozwój wydarzeń.

W trzech następnych kolejkach Widzew doznał porażki w Ząbkach oraz odnotował dwa remisy z zespołami, które grają słabo, bo śnią nocami o uniknięciu spadku. Zdobycie jednego gola w trzech meczach jest dowodem braku elementarnej skuteczności drużyny, która ma ambicję rywalizacji z ekstraklasą. Zwłaszcza że w siódmej kolejce poprawiony został rekord bramkostrzelności w I lidze (padło 28 goli). O ile piękna bramka Robaka udowodniła, że najgroźniejszy napastnik Widzewa najgorsze ma już za sobą, o tyle pozostali zawodnicy ofensywni zupełnie się zagubili. Dotyczy to zwłaszcza Przemysława Oziębały, który w poprzednim sezonie w wielu meczach był nawet lepszy od Robaka.

Nadal nie ma reżysera. Nie widać pary piłkarzy, o której można powiedzieć, że się dobrze rozumie, gra na pamięć, nie wspominając o współpracy między formacjami.

Faworytów opuściło szczęście. To co przytrafiło się Ugo Ukahowi w meczu z KSZO jest trudne do skopiowania. Trzecia żółta kartka za faul w polu karnym, jedenastka dla rywali, główka pod nogi przeciwnika, rykoszet mijającej bramkę piłki, która po odbiciu od Ukaha wpadła do siatki. Wprawdzie Widzew nadal ma najmniej straconych goli (3 - tyle ile Górnik i Flota), lecz widać nerwowość w poczynaniach bloku defensywnego, który też zaczyna robić błędy. Nawet beniaminki, grając w Łodzi, nie mają respektu. Ich kontry są odważne i groźne. W poniedziałek po raz pierwszy w Łodzi słychać było gwizdy.

Tak grający Widzew może liczyć na miejsce w środku tabeli i nie ma co marzyć o wyeliminowaniu Ruchu w Pucharze Polski (już jest przedsprzedaż tańszych biletów na to spotkanie). W piątkowym meczu z Wisłą Płock w Łodzi może już zagrać Piotr Grzelczak (trener Janas wybrał się na mecz młodzieżówki z Finlandią). Reprezentanci Litwy po meczu z Wyspami Owczymi wracają dopiero w czwartek po południu.

Wiadomości Łódź, Wydarzenia Łódź

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!