Autor: Marcin Śpiewakowski

2017-03-31, Aktualizacja: 2017-03-31 09:22

Seth Gilliam: Biblia nie przewiduje apokalipsy zombie

Seth Gilliam to amerykański aktor teatralny, który szerszą sławę zdobył dzięki rolom w serialach takich, jak "Prawo ulicy", "Żywe trupy", "Oz" czy "Homeland". W "The Walking Dead" gra postać księdza Gabriela, który zmuszony jest porzucić wszystko, w co wierzy lub spróbować dostosować się do nowej, przerażającej rzeczywistości. Gilliam opowiedział nam o wadach i zaletach aktorstwa telewizyjnego i o tym, dlaczego aktor zawsze powinien być mniej ważny niż postać, którą gra.

Serial "The Walking Dead" jest ekranizacją kultowego komiksu autorstwa Roberta Kirkmana i opowiada historię rozgrywającą się na przestrzeni miesięcy i lat w postapokaliptycznym świecie, opanowanym przez zombie. Premiera odbyła się w 2010 r. w amerykańskiej telewizji AMC (do dziś nakręcono już 7 sezonów). Fabuła opiera się na losach garstki ocalałych, którzy pod wodzą szeryfa Ricka Grimesa wędrują w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca do życia. Seth Gilliam gra postać księdza Gabriela.



Jako fan “Prawa ulicy” (ang. „The Wire”) nie mogę nie zadać tego pytania: „The Wire” czy “The Walking Dead”? Grałeś w obu, który wspominasz lepiej?

Zdecydowanie “The Wire”. Ten serial chyba już zawsze będzie moim ulubionym projektem, w jakim brałem udział.

Co podobało Ci się najbardziej?

Świetnie wspominam współpracę z Domenickiem Lombardozzim, który grał postać Herca. Doskonale się rozumieliśmy i zbudowaliśmy naprawdę przyjacielskie relacje. Sam serial – chociaż w niektórych kręgach kultowy – nie był też wtedy jakoś wyjątkowo popularny, nie oglądały go miliony, więc mieliśmy dużo swobody. Postać Ellisa Carvera, którego grałem, była też świetnie napisana, a rola dynamicznie się zmieniała. Na początku Ellis miał za zadanie po prostu wprowadzić trochę humoru do serialu, ale z czasem coraz bardziej uświadamiał sobie, na czym polega bycie policjantem i jaki wpływ może mieć na społeczność Baltimore. „The Wire” był naprawdę przemyślanym serialem – dwuminutowa scena z pierwszego sezonu okazywała się bardzo ważna w czwartym sezonie. Za to uwielbiałem pracę przy „The Wire”. Byłem też sporo młodszy i miałem więcej energii. To były zdecydowanie lepsze czasy. (śmiech)

Przykładasz dużą wagę do kwestii rozwoju postaci ze względu na swoje teatralne doświadczenia?

Tak, to nawyk, którego bardzo trudno się pozbyć.

Teatr wciąż jest najważnieszy?

Tak. W graniu na żywo na deskach teatru najpiękniejsze jest to intymne porozumienie między aktorem i widzem. Umawiamy się na to, że wszyscy zbieramy się w jednym miejscu o tym samym czasie, odkładamy na bok logikę i dajemy się porwać opowieści i wciągnąć w tę niezwykłą podróż. To tworzy wyjątkową więź. Adrenaliny, którą daje wyjście na scenę i interakcji z publicznością, nie da się porównać z niczym innym. Każdy wieczór jest inny – czasem niektóre żarty zadziałają, czasem nie, czasem uda ci się wzbić na wyżyny swoich możliwości, a czasem nie. Na tej nieprzewidywalności i niedoskonałości polega piękno teatru. Telewizja działa inaczej, wszystko jest bezpieczne, perfekcyjne, powtarzane aż do skutku.

© Damian Kujawa

Aktorzy serialu "The Walking Dead" odwiedzili Polskę

Wielu aktorów telewizyjnych podkreśla, ile wysiłku i zaangażowania wkłada w zrozumienie postaci, nawet – a może zwłaszcza – jeśli grają role epizodyczne. Czy rzeczywiście ma to jakieś znaczenie? W telewizji chyba dużo trudniej pokazać niuanse postaci?

Wielki atut kamery polega na tym, że potrafi zajrzeć w głąb postaci i widzi rzeczy, których nie dostrzegasz, grając daną scenę. Jeśli grasz dobrze, jeśli w twoich oczach widać emocje, jeśli zaangażujesz się w pełni – kamera to wychwyci. Dlatego przed jej obiektywem trzeba być cały czas skupionym. W teatrze oczy widza na ogół zwrócone są na tego, kto akurat mówi, więc stojąc w tle, można na chwilę odpuścić, rozluźnić się, zerknąć na publiczność. W telewizji najważniejsze są oczy. O ile cały czas myślisz tak, jak w danej sytuacji myślałaby twoja postać, wszystko będzie dobrze. Jeśli na chwilę „odpłyniesz”, twoje oczy stracą ten błysk, widzowie od razu to zobaczą, a ty stracisz wiarygodność.

Kiedy udzielałeś wywiadów pięć lat temu, dziennikarze rozmawiali z Tobą tylko o teatrze. Teraz pytają Cię, jakie to uczucie rozwalić kijem czaszkę zombie. Nie przeszkadza Ci ta zmiana?

Jeśli chodzi o aktorstwo, mogę o tym gadać cały czas. Problem z popularnością telewizyjną polega na tym, że pojawia się wiele nowych aspektów. Pojawiają się trochę inne pytania, ludzie zaczynają cię pytać o rzeczy niezwiązane z rolą, o inne postacie: „co o nich sądzisz, kogo chciałbyś zagrać?”, więc musisz śledzić to, co robią inni ludzie. W teatrze tego nie ma – tam wszystkich interesuje twoja rola. Dlatego wolę rozmawiać o teatrze, niż o telewizji.

Można odnieść wrażenie, że starasz się pozostać trochę w cieniu. Twoja strona na Wikipedii jest cztery razy krótsza niż bohatera, którego tam grasz.

Cóż, nie jestem wielkim zwolennikiem promowania samego siebie. Wyznaję zasadę, że im mniej wiesz o aktorze, tym bardziej skupiasz się na roli, którą gra.
Kiedy pracujesz w teatrze, mało kto pyta Cię w ogóle o cokolwiek niezwiązanego z pracą. Zawsze uważałem, że mniej znaczy więcej. Jeśli wiesz, że boję się psów i widzisz mnie w roli weterynarza, nie myślisz o tym, co dzieje się na ekranie, tylko zastanawiasz się: „ciekawe, ile się namęczyli przy nagrywaniu tej sceny?”. Kiedy nie wiesz, że boję się psów – nawiasem mówiąc, to tylko przykład, bo mam psa – nic nie odrywa cię od historii.

Są jeszcze jakieś inne czynniki, które „przeszkadzają” roli?

Komentowanie. Im więcej mówisz o swojej roli, zwłaszcza krytycznie, tym bardziej wpływa to na odbiór. Jest wiele rzeczy, których widz tak naprawdę nie chce wiedzieć. Są też rzeczy, których widz nie powinien wiedzieć. Liczy się tylko opowieść.
Postać zawsze powinna być ważniejsza od aktora. Dlatego wywiady zawsze sprawiają mi dużą trudność.


© materiały prasowe


Ile trzeba wiedzieć o postaci, którą się gra? W przypadku postaci Gabriela masz ten komfort, że komiks zdecydowanie wyprzedza serial. Korzystasz z okazji i sprawdzasz, co spotka go w przyszłości?

Nie czytam komiksu. Zapoznałem się tylko z tymi scenami, w których pojawia się postać Gabriela. Gdybym czytał komiks, mógłbym zbyt przywiązać się do rzeczy, które się w nim dzieją, a które w serialu często są zmienione lub całkowicie pominięte. Ludzie mówią mi: „Spokojnie, Gabriel ciągle żyje w komiksie”. Cóż z tego, nie takie rzeczy już zmienialiśmy. W „The Walking Dead” nie można pozwolić sobie na nadzieję czy poczucie bezpieczeństwa.
Dlatego traktuję serial i komiks jako dwa odrębne byty. Za każdym razem przeglądam scenariusz odcinka z lekkim lękiem, szukając tam zdań w stylu „…po czym Gabriel ginie, nadziany na złamany trzonek szpadla”. (śmiech)


Wracając do pierwszego pytania: na ogół kieruję się zasadą, że chcę wiedzieć tak dużo, jak tylko się da na temat tła postaci: jej przeszłości, motywacji, wspomnień, tego, co lubi i tego, czego nie lubi itd., ale staram się ignorować to, co spotka ją w przyszłości. To, co zrobiła, jest ważniejsze niż to, co zrobi – bo to drugie jednoznacznie wynika z pierwszego.

Opowiedz mi, jak widzisz postać Gabriela.

To człowiek bardzo mocno skonfliktowany. Z jednej strony jest księdzem i musi żyć według przykazań, z drugiej – świat, w którym żyje, jest światem pełnym przemocy. Dobrze oddaje to scena, w której Sasha i Daryl niszczą siekierami wnętrze kościoła, by zamienić go w bezpieczne schronienie. To jeden z przełomowych momentów dla postaci. Podobnie jest ze sceną, w której moja postać po raz pierwszy sięga po broń i po raz pierwszy zabija. Częścią jej dylematu jest też to, że nie do końca rozumie, dlaczego wokół dzieją się te wszystkie rzeczy. Biblia nie przewiduje apokalipsy zombie, więc Gabrielowi dość trudno to sobie wytłumaczyć.

Rozmawiał Marcin Śpiewakowski, dziennikarz warszawa.naszemiasto.pl
Zdjęcie główne: materiały prasowe

Komentarze (2)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Leokadia Janiszewska Gdynia (gość)

Kontakt e-mail : leokadiaarent@gmail.com . Pozdrawiam - L. J. Gdynia

Leokadia Janiszewska Gdynia (gość)

Nie czytałam jeszcze całego tekstu, tylko na razie sam tytuł. Autor słów "Biblia nie przewiduje apokalipsy zombie" jest niestety w błędzie. Znam doskonale Apokalipsę św. Jana i polecam zapoznać się z 4 jeźdźcami Apokalipsy. Czwarty z nich to zombie. Tak zostało zapisane i wykona się , niestety.