Zwierzęta z osady leśnej w Kole czują już lato: maluchy wołają jeść, Florkowi rosną rogi, Chrumek się leni, a Pietrek gwiazdorzy FOTO

Aleksandra Tyczyńska
Uratowane i wyleczone zwierzęta w osadzie leśnej w Kole mają nowy dom i opiekę
Uratowane i wyleczone zwierzęta w osadzie leśnej w Kole mają nowy dom i opiekę Aleksandra Tyczyńska
Osada leśna w Kole (gmina Sulejów) niedaleko Piotrkowa Trybunalskiego wiosną i latem tętni życiem. Leśniczy Paweł Kowalski wraz z leśnikiem Łukaszem nie dosypiają, bo - jak to przy dzieciach - wciąż trzeba karmić i masować brzuszki, uratowany łoś Florek miewa humory, bo rosną mu już młodzieńcze rogi, ogromna samica orła czarnego przyprawia o dreszcze, a osioł Pietrek wciąż domaga się atencji...

Leśną osadę edukacyjną w Kole niedaleko Piotrkowa, gdzie mieści się również ośrodek rehabilitacji dzikich zwierząt Nadleśnictwa Piotrków, odwiedziliśmy w minioną niedzielę. Było parno przed burzą, więc dzik Chrumek, który zasłynął w całej Polsce swoimi ekscesami z winnymi owocami, był wyjątkowo leniwy i długo dał się prosić, nim przemaszerował po zagrodzie.

Podobnie, nie w humorze był uratowany w ubiegłym roku łoś Florek, który już waży blisko 100 kilogramów i zaczyna dumnie prezentować zalążki swoich młodzieńczych rogów. Odchowany na butelce nigdy już nie pójdzie w las, bo bliżej mu z charakteru do psa, niż dzikiego zwierza, a za dwa - trzy lata jego waga może dobić nawet 400 kg.

Najwięcej jednak zamieszania wprowadzają maluchy - regularnego karmienia i masowania brzuszków wymagają około miesięczne sarenki, dwa bocianięta, które wypadły z gniazda i małe sójki. W przypadku karmienia sarenek nieocenioną rolę spełnia suczka Kola, która uspokaja maluchy i stymuluje je do jedzenia.

- Padamy z nóg. Jest tak jak przy dzieciach - wystarczy wolna chwila i człowiek musi uciąć sobie drzemkę - mówi leśniczy Paweł Kowalski dodając, że niestety - mimo edukacji przyrodniczej - małe sarenki wciąż - w większości przypadków - niepotrzebnie są zabierane.

- Matka oddala się niejednokrotnie na dłuższą chwilę i ludzie wtedy myślą, że maluch został porzucony sam w trawie i potrzebuje pomocy. Te sarenki, które są u nas to w zasadzie ofiary takiego kidnapingu - tłumaczy Paweł Kowalski.

Na terenie osady spotkać można wiele dzikich zwierząt, które znalazły tu ratunek po różnego rodzaju wypadkach i urazach. Niektóre wracają do lasu po wyleczeniu - i tak będzie m.in. z imponujących rozmiarów czarną orlicą, kiedy zrośnie się jej skrzydło, wiewiórkami, gawronem czy sowami, albo zostają, bo już nie poradziłyby sobie same w świecie dzikiej przyrody - jak choćby młody jeleń John, który był tak niedożywiony, kiedy został znaleziony, że już nigdy nie dorośnie do gabarytów dorosłego, zdrowego jelenia, czy łania Zocha, dla której pracownicy osady to już rodzina. Niektóre, jak osioł Pietrek czy kozy, nad którymi się znęcano, zabrane podczas interwencji Vivy - dopiero w Kole znalazły spokojną przystań.

Osadę w najbliższym czasie czeka potężna inwestycja, na którą otrzymała z RPO 2,5 mln zł - budowa nowych zagród a przede wszystkim nowoczesnej lecznicy weterynaryjnej z pełnym wyposażeniem. Dlatego też osada będzie całkowicie zamknięta dla odwiedzających.

Astronauci amatorzy polecieli w kosmos

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie